Czy aborcja jest cudowna?
Luty 14, 2012
Aborcja to trudny temat – i jeśli mam być szczery – dość rozsądne wydają się być argumenty zarówno zwolenników, jak i przeciwników - z jednej strony faktycznie istota ludzka zostaje pozbawiona życia, z drugiej – kiedy się to życie zaczyna? Gdy wykształci się serce, mózg? A może w momencie zapłodnienia? Z jednej strony jest interes matki, z drugiej argument, że skoro można zabić dziecko przed jego przyjściem na świat, to w zasadzie czemu nie dopuścić możliwości zrobienia tego np. w wieku przedszkolnym? Aborcję prawnie usankcjonować niesamowicie ciężko, bo po pierwsze – kiedy tak naprawdę człowiek powinien być “chroniony”? A po drugie – ciążę można usunąć w innym kraju i nie jest to problem. Dlatego niesamowicie ciężko jest rozwiązać problem w skali globalnej, ale zastanówmy się przez chwilę, co byśmy zrobili, gdyby nasza druga połówka wpadła na pomysł aborcji?
Piszę o tym, bo właśnie natrafiłem na Pudelku na wypowiedź Marii Czubaszek o aborcji, zresztą przeczytajcie sami:
Dziennikarka musi naprawdę brzydzić się dziećmi. Wyznała, że dwa razy w życiu niefortunnie zaszła w ciążę i za każdym razem zdecydowała się na aborcję. Korzystając z pozycji autorytetu, jaki ma w TVN-ie, ośmiela młode dziewczyny mówiąc, że to nic strasznego. Wręcz przeciwnie – ona sama poczuła wielką ulgę i czuła się “cudownie”:
Zrobiłam to dwa razy – wyznała Czubaszek w Uwadze TVN. Nigdy z tego powodu nie miałam traumy, tylko mówiłam: Boże, jak to cudownie, że ja to zrobiłam. Gdyby się zdarzyło, że zaszłam w ciążę, i byłby to siódmy czy ósmy miesiąc, to ja bym skoczyła z któregoś piętra, pod pociąg bym się rzuciła, ale na pewno bym tego dziecka nie urodziła.
Kurwa, aż nie wiedziałem co napisać, jak to przeczytałem. Ręce mi opadły, ciśnienie skoczyło, ale takiego tekstu nie można nie skomentować. Szybko jednak się otrząsnąłem, przeczytałem ten tekst raz jeszcze i wpadłem na pomysł – może zrobimy konkurs – niech ktoś się poświęci, zapłodni tę kobietę i… może faktycznie pani Czubaszek przejdzie od słów do czynów?
Czy jest na tym blogu KTOKOLWIEK, kto wyobraża sobie usunięcie własnego dziecka i mówienie z taką cyniczną lekkością o fakcie aborcji? Czy jest na tym blogu kobieta, która jest w stanie podjąć decyzję o aborcji z uśmiechem na twarzy i tekstem “a chuj, w sumie aborcja jest cudowna”?
Wiecie, ja pewnie ojcem nie zostanę, bo wymagałoby to tego, aby jakaś kobieta wytrzymała ze mną 9 miesięcy (czyli jakieś 8 miesięcy, 29 dni, 23 godziny i 30 minut więcej niż wynosi moja życiowa średnia), ale nie wyobrażam sobie sytuacji, że do dziecka podchodzi się na cynicznej zasadzie zysków i strat:
Kobieta: Jestem w ciąży.
Facet: Och, wspaniale.
30 minut później
Facet: Z moich obliczeń wynika, że utrzymanie dziecka będzie nas kosztować 200 tysięcy złotych, czyli 50x fajne wczasy, 20 tysięcy paczek fajek…
Kobieta: …och, ile to wizyt u kosmetyczki, fryzjera, ile imprez. Poza tym, kariera, już od 3 lat jestem ekspedientką w naszym wiejskim warzywniaku.
Facet: Dobra, w TVN mówili, że aborcja jest w zasadzie cudowna, poczujesz ulgę, więc spróbujmy.
Trochę przejaskrawiłem, ale celowo – ja w żadnym wypadku nie uważam się za depozytariusza prawdy i moralności, ale są pewne rzeczy, których nigdy, przenigdy bym sobie nie wybaczył – i pozbycie się własnego dziecka z uśmiechem na twarzy jest właśnie jedną z tych rzeczy – po czymś takim nie mógłbym już spojrzeć w lustro.
Eu(ro)foria
Luty 10, 2012
Moi drodzy, nadeszła wiekopomna chwila – tym razem dostajecie felieton napisany przez dwóch bloggerów. Razem z Mietczyńskim (http://mietczynski.wordpress.com), zastanawialiśmy się nad tym co właściwie daje nam organizacja EURO 2012.
***
PK: Statystycznie rzecz biorąc, większość populacji ludzkiej od baranów różni się tylko brakiem rogów – i na waszym, niewygodnym miejscu traktowalibyśmy to i tak w ramach komplementu, bo gdyby barana (tego z rogami) posadzić przed telewizorem, to z tego prania mózgu nic by nie wyszło – baran, w przeciwieństwie do Was nie dałby się nabrać na PRowe sztuczki polityków i nie zacząłby jak mantry powtarzać, tego co usłyszy. Dziś zajmiemy się klasycznym przykładem – czyli Euro 2012.
Pewnie wielu z Was się ucieszyło na wieść, że nasz kraj, razem z naszym wschodnim sąsiadem – Ukrainą, będzie miał okazję organizować ten turniej. Zastanawia nas tylko jedno – dlaczego? Turystyka? No, w porządku, przyjadą Anglicy, Holendrzy czy Niemcy, wypiją trochę piwa, wstąpią do okolicznego burdelu, zwiedzą parę ciekawych miejsc, ale co to zmienia w życiu ekspedientki z warzywniaka, sprzątaczki w wiejskiej szkole podstawowej czy kierowcy autobusu – bo to są przecież statystyczni Polacy, którzy z taką radością oczekują tego turnieju.
MM: „No tak, ale przecież nie tylko o turystykę tu chodzi” odparłby pewnie niejeden z Was. No bo przecież przede wszystkim liczy się ten prestiż, tak? To, że w końcu będziemy na ustach całej Europy i… No właśnie… I co? Jakoś nie przypominam sobie, żeby moje zainteresowanie sprawami Austrii i Szwajcarii drastycznie wzrosło niecałe cztery lata temu. Jaki przywilej pod względem medialnym daje organizacja takiej imprezy, poza określeniem drużyny reprezentującej nasz kraj „gospodarzami”? Pamięta ktoś z Was, w jakich portugalskich miastach odbywały się mecze na EURO 2004? Kogoś to w ogóle kiedykolwiek obchodziło? Ja nie wiem, EURO sprawi, że Doda będzie bardziej rozpoznawalna poza granicami naszego kraju? O co tu tak naprawdę chodzi?
PK: Fakty są niestety bolesne – EURO 2012 to gigantyczne wydatki, nowe stadiony, remonty już istniejących, rozwój infrastruktury – ale w jakim stopniu może to wypromować Polskę? W czerwcu 2012 goście się zjadą, w lipcu 2012 się rozjadą i dla większości z nich będzie to ostatni pobyt w naszym kraju, bo niestety nie jesteśmy atrakcyjnym turystycznie miejscem – po cholerę np. Francuz czy Włoch ma tu przyjeżdżać na wakacje? Kierunek jest raczej odwrotny i choćby na EURO za plecami Lewandowskiego wystąpił Ryszard Kalisz, a Zygmunt III Waza, uwieczniony na słynnej, warszawskiej Kolumnie Zygmunta, zaczął tańczyć break-dance’a i śpiewać Marsyliankę – Polska nadal nie będzie wymarzonym miejscem na wakacje, a jedyne co zostanie nam po tym turnieju to kilka stadionów, które nie sposób będzie wypełnić i wykorzystać, a trzeba będzie utrzymać z naszych podatków.
MM: „Eee, pierdolicie. Zwykli narzekacze. A co nam szkodzi? Chyba fajnie jest mieć te nowe stadiony, kilka zmodernizowanych budynków i dróg. Co mamy do stracenia?” – nie jeden baran bez rogów pewnie w taki sposób odbijałby piłeczkę. Problem w tym, że to gówno prawda, bo jednak coś do stracenia mamy. Ryzykujemy kompromitację, a jak się popatrzy na ostatnie jaja, które miały miejsce przy organizacji głupiego meczu o Superpuchar Polski, prawdopodobieństwo kompromitacji wydaje się być ogromne. A to jakaś grupka debili spuści wpierdol jakimś Szwedom, a to PKP da dupy, a to policja nie da rady zorganizować ochrony podczas spotkań. Wyolbrzymiamy? Właśnie, że kurwa nie, bo jak można na te wszystkie podmioty liczyć podczas tak wielkiej imprezy, skoro nie są w stanie poradzić sobie ze swoimi obowiązkami na co dzień (za wyjątkiem dresów ofc – oni w swojej specjalizacji akurat są niezawodni).
EURO raczej nie przyniesie nam chluby w całej Europie, nie sprawi, że zaczniemy być inaczej odbierani. Ci, którzy w to wierzą (czyli na oko jakieś 85% obywateli) zapewne powtarza też cały czas że „polskie piwo jest najlepsze, polskie kobiety najpiękniejsze, polska kuchnia najsmaczniejsza, Małysza zna każdy na świecie, „Katyń” powinien dostać Oskara, a jak ktoś myśli inaczej to chuj mu do dupy”.
Swoje chwalicie, cudzego nie znacie.
Patryk Korycki & Mieciu Mietczyński
Acta i festiwal hipokryzji
Styczeń 31, 2012
Wiem, że ten blog z założenia miał być o piłce, ale tym razem nie mogłem się powstrzymać i stwierdziłem, że muszę Wam pewną rzecz uświadomić – nie będzie to dla Was miłe, ale w życiu nie zawsze musi być miło.
Żebyśmy mieli pełną jasność – ja jestem przeciwnikiem ACTA, bo w zasadzie wyrządzi to więcej złego niż dobrego – mamy 2012 roku i każdy z Was ma dostęp do internetu, ale nie było tak zawsze – piractwo było naprawdę opłacalne jakieś 10-15 lat temu, gdy za głupią płytę CD trzeba było zapłacić 15-30 zł (i tak kilkakrotnie taniej niż oryginał). Dziś handel nielegalnymi płytami niemal nie istnieje, więc dziwi mnie, że ci u góry dopiero teraz rozpoczęli walkę o ochronę własności intelektualnej, a wcześniej mieli to w dupie. No cóż, nie trzeba odkryć Ameryki, żeby się domyślić, że chodzi o większą kontrolę nad obywatelami.
Ten wpis jednak nie jest o samym ACTA, a o waszym zachowaniu. Włączam telewizję – ACTA, włączam radio – ACTA, wchodzę do internetu i widzę, że każdy jest już bojownikiem o wolność internetu – młodzi, starzy, kobiety, mężczyźni, mieszkańcy dużych miast, mieszkańcy tych mniejszych. A ja tak patrzę na to z boku i z cynicznym uśmiechem oznajmiam – ta wasza walka jest bez sensu. Nie jesteście mądrzejsi od tych na górze, a gdybyście byli – sami byście rządzili. Wy możecie sobie wyjść na ulicę, napisać coś w internecie, a i tak nic nie zmienicie – jak czytam, że minister Boni sam ściąga filmy z internetu, to ręcę opadają – przecież oni śmieją się Wam prosto w twarz, a wiecie dlaczego? Bo mogą! Czy można było tego uniknąć? Ano można było.
7 i 8 czerwca 2003 roku odbyło się referendum “Czy wyraża Pan/Pani zgodę na przystąpienie Rzeczypospolitej Polskiej do Unii Europejskiej?“. Opcja “tak” wygrała mając ponad 3/4 głosów. Zostaliście omamieni perspektywą dołączenia do najbogatszych, nie przewidzieliście jednak, że po pierwsze – nie za darmo, a po drugie – najbogatsi już się tak nie rozwijają jak kiedyś. Cena jaką każdy z nas musiał zapłacić za dotacje z Unii, to właśnie cena wolności – przepisy z UE, zaczęły obowiązywać w Polsce.
Oczywiście, w czasie tych 9 lat odbyły się trzykrotnie wybory parlamentarne i głosowaliście na stare, znajome mordy, bo to właśnie one były w telewizji i na plakatach. To właśnie na nich głosowała rodzina i znajomi z pracy, bo ten poseł taki przystojny, bo obiecał nam podwyżkę, bo obiecał remont drzwi ewakuacyjnych w naszej lokalnej szkole. SLD obiecywał podwyżki pensji, co Was cieszyło, zapominaliście jednak, że oni tych pieniędzy nie wyczarują i podwyżki dla jednych, zawsze odbywają się kosztem drugich. PiS obiecywał Wam walkę z korupcją, nie zmienił jednak systemu na taki, który by tę korupcję zatrzymał, a PO obiecało Wam drugą Irlandię – jak wyszło, wszyscy widzieliśmy. Dobre też było głosowanie na mniejsze zło – tylko, gdybyście spotkali w realnym świecie dwa stada hien, to zastanawialibyście się, które jest “mniejszym złem” czy po prostu byście spierdalali? No, ja wybrałbym drugą opcję, ale ja zawsze byłem dziwny
Patrzyliście tylko przez pryzmat własnego nosa i właśnie dlatego w ten nos dostaliście. Jeśli ktoś nie bierze dopalaczy, to zlikwidowanie ich jest dla każdego z Was czymś pozytywnym – a dla mnie sygnałem ostrzegawczym, że ktoś tu dobiera się do czyjejś wolności i lada dzień dobierze się do mojej. Analogicznie jest z paleniem tytoniu w miejscach publicznych, piciem alkoholu, zapinaniem pasów w samochodzie, kibicami etc. Z podatkami (szczególnie chodzi tu o benzynę) jest podobnie – zaklniecie pod nosem, ktoś tam zrobi protest, a potem przyjdą wybory i… zagłosujecie na tych samych, co wcześniej.
Dlatego właśnie ja nie biorę aktywnego udziału w walce o ACTA – fajnie, że walczycie, cieszy mnie to, ale problem jest taki, że dostaliście dokładnie to na co zasłużyliście, cytując Churchilla “Rozpoczyna się epoka stawiania czoła konsekwencjom”. W następnych wyborach do parlamentu i europarlamentu zastanówcie się dwa razy zanim zagłosujecie na kogoś z dotychczasowego “establishmentu”, żebym więcej nie musiał pisać takich wpisów.
W 5 lat od bohatera do zera
Styczeń 27, 2012
Pamiętam to jak dziś, bo to było wydarzenie, które będziemy opowiadać naszym dzieciom, tak jak nam ojcowie opowiadali o Wembley, czy o meczu w ulewie przeciwko RFN. Był 11 października 2006, gdy na pełnym Śląskim, nasze wtedy jeszcze “Orły” podejmowały Portugalię z m. in. Carvalho, Deco, Nanim czy Cristiano Ronaldo. Wydawało się, że jakikolwiek korzystny rezultat jest po prostu niemożliwy przy takiej różnicy klas, a jednak stało się coś czego chyba nikt się nie spodziewał – w 9 i 18 minucie Ebi Smolarek, strzelił Portugalczykom dwie bramki i nasi wygrali. Poniżej film, oglądajcie szybko, żeby zdążyć przed ACTA.
http://www.youtube.com/watch?v=MArF8wTFy7k
W tamtej chwili wydawało się, że rośnie nam nowy bohater i chyba faktycznie tym bohaterem był, ale długo się tym statusem nie nacieszył – w 2007 roku odszedł z Dortmundu do Racingu i chyba właśnie w tym momencie spadł ze schodów do wielkiej kariery, a w zasadzie to wyjebał się twarzą o podłogę. W Hiszpanii w 34 meczach, strzelił oszałamiającą liczbę 4 bramek. No cóż, przygody piłkarzy z klubami układają się różnie, więc Smolarek postanowił poszukać szczęścia w Anglii i jak się pewnie, moi kochani, domyślacie – również tam mu nie wyszło – 12 występów i bilans bramek – zero. Nie chcę być nieskromny, ale moja przydatność dla Boltonu mogłaby być podobna.
Dalej leciał w dół już w takim tempie, że chyba ciężko to zrozumieć – trafił do greckiej AO Kavali (15 spotkań, 3 gole), ale i tam szczęścia nie znalazł, więc trafił do Polonii Warszawa. Polowanie na pieniądze Wojciechowskiego wyszło mu znakomicie, ale polowanie na bramkę rywali – nieco gorzej (7 bramek, 23 mecze). Smolarek jednak nie odpuszczał i wyjechał na Katar – petrodolary to pewnie mocna motywacja, ale nawet ona nie pomogła naszemu już-nie-do-końca bohaterowi być skutecznym – 3 bramki w 10 spotkaniach. Facet, który w 2006 strzelał gole Portugalczykom, w 2011 nie potrafił sobie poradzić w lidze katarskiej.
A teraz? Teraz jak donosi Super Express, Smolarek jest zainteresowany powrotem do Polski i widziałby dla siebie miejsce w Legii. Gdyby zależało to ode mnie to widziałbym go w Legii tylko w kontekście kontrolera biletów, w najlepszym wypadku – roznoszenie napoi. Jest tylko jeden mały problem – w Legii zrobiono tyle błędów transferowych, że nie zdziwiłbym się, gdyby zdecydowali się na jeszcze jeden.
Reaktywacja.
Marzec 14, 2011
Od ostatniego posta na tym blogu minęło około 16 miesięcy – dziś jednak nadszedł dzień w którym blog ten wraca do życia. Czytaj resztę wpisu »
WYPOWIEDŹ TYGODNIA II
Listopad 12, 2009
Smuda znowu zaskoczył i taka wypowiedź bez echa u mnie przejść nie może. Tym razem mocno zastanawiająco wypowiedział się o Borucu.
CASUS BOENISCHA
Listopad 10, 2009
Od jakiegoś czasu zrobiło się bardzo głośno o Sebastianie Boenischu, który miałby stać się drugim Obraniakiem. Sprawa jednak robi się skomplikowana, włodarze Werderu nie bardzo chcą, aby ów obrońca grał dla wschodniego sąsiada, a sam Boenisch znalazł się w sytuacji pomiędzy młotem i kowadłem.
CO POZA STADIONEM PISZCZY?
Listopad 2, 2009
Ostatnie dni przyniosły kilka śmieszno-tragicznych ciekawostek, oczywiście z Polakami w roli głównej – głównie chodzi o Warszawę – na Konwiktorskiej jest śmiesznie, na Łazienkowskiej było trochę mniej śmiesznie.
WYPOWIEDŹ TYGODNIA
Październik 31, 2009
Nowy selekcjoner, znany wszystkim jako Franek Smuda podsumował Smolarka w Wyborczej.
SMUDA SELEKCJONEREM
Październik 29, 2009
Dziś będzie bardzo krótko, ale zwięźle – Franciszek Smuda został selekcjonerem reprezentacji Polski. Wieść ta prawie wszystkich bardzo ucieszyła, dla prawie wszystkich była od jakiegoś czasu oczywista oraz dla prawie wszystkich była jedyną słuszną – jednak nie dla mnie.